Remont kaplicy

23 września – 6 października, 2010 r.

Wspólnota jak wspólnota, ma swojego ducha, ale ma też swoje ciało. Ciało Wspólnotowe składa się z licznych członków i członkiń, które marzną, nie lubią moknąć zaś nad „słodkie pianie” pod gwiaździstym niebem cenią sobie bardziej modlitwy pod dachem w zimowe wieczory 🙂

W swej dziesięcioletniej historii nasze drogie Ciało Wspólnotowe nie mogło narzekać na deprywację sensoryczną spowodowaną ciągłym przebywaniem w jednym pomieszczeniu. Przez lata nasze spotkania odbywały się wiec w starej kaplicy lub w salkach pod nią a nawet na terenie zielonym za budynkiem kościoła. Wraz z rozwojem infrastruktury parafii zaczęliśmy spotykać się w nowym kościele, w jego bocznej kaplicy a nawet w holu gdzie między drzwiami do kościoła, zakrystii i kancelarii zaczynaliśmy nasze „słodkie piania” oraz rozliczne agapy. Osobniki bardziej ekstremalne (czytaj: członkowie różnych diakonii) odbywały ponadto liczne wojaże po dość szerokim spektrum pomieszczeniach parafii. Czasami uczestnictwo w takich spotkaniach wiązało się z koniecznością nagłej zmiany miejsca w połowie jakiejś aktywności lub z obserwacją wzmożonej migracji ludności przez pomieszczenie/przyczółek upolowany przez prowadzącego spotkanie. Tyle sentymentów z prehistorii…miejmy nadzieję 🙂

stara_kaplica

Wraz ze wspomnianą rozbudową infrastruktury parafii, zbliżającymi się misjami oraz wizytą księdza arcybiskupa nadeszła wiekopomna chwila, w której nasz proboszcz ks. kan. Józef Dziduch postanowił przedstawić liderom wszystkich wspólnot parafialnych swoje dalsze plany. Liderzy udali się niczym pierwsi chrześcijanie do podziemi, ale bynajmniej nie po to by podziwiać katakumby 🙂 W owych podziemiach oczom spragnionych salek liderów ukazały się ich przyszłe miejsca spotkań. Proboszcz hojną ręką oddał jeszcze niewyremontowane salki w ręce poszczególnych wspólnot, a gdy salki się skończyły lekko zaniepokojony Piotr (nasz Pasterz dla niewtajemniczonych) zaczął się zastanawiać gdzie upchamy nasze Ciało Wspólnotowe. Wątpliwości te zostały wkrótce rozwiane przez księdza proboszcza a oczom zaniepokojonego Pasterza ukazał się tyleż piękny, co intrygujący swoimi rozmiarami widok. Oto „Miriam” dostała do swej dyspozycji kaplicę do ogarnięcia :). Ciało Wspólnotowe zobaczyło kaplicę 14 września jeszcze bez części podłogi.

Naszą cześć prac wykończeniowych mogliśmy rozpocząć dopiero 23 września, gdy zaopatrzeni w sprzęt i dobre chęci wzięliśmy się do pracy. Prawie codziennie w kaplicy pojawiała się grupa kilku osób, na początku od godziny 17, w kolejnym tygodniu, z racji misji parafialnych, większość osób rozpoczynała pracę dopiero po 20.30. niejednokrotnie kończąc ją przed północą.

Rozpoczęliśmy od położenia warstwy gruntu na sufity, ściany i kolumny. Męska cześć wspólnoty rozwijała się bardziej w zakresie motoryki dużej 😀 wałkami na kiju malując spore powierzchnie sufitu oraz wyższych partii ścian. Przy nakładaniu każdej z warstw czy to gruntu czy jednego z trzech odcieni farb (2 kolory farb nakładaliśmy dwukrotnie – przyp. red. 🙂 niezbędne było również bardziej precyzyjne domalowywanie obszarów, do których nie dotarły wałki i tym zajmowała się piękniejsza część wspólnoty, narażona tym samym na mniejsze schlapanie i intensywniej rozwijająca swoją motorykę małą 🙂 I oto, kto żyw, po całym dniu w pracy czy na uczelni łapał za wałek, pędzel, farby, wdrapywał się na drabinę lub śmigał na platformie od ściany do ściany ostrożnymi (lub mniej ostrożnymi, o zgrozo) ruchami nadając naszej kaplicy kolorytu. Ponieważ inne wspólnoty zakończyły swoją pracę po 1-2 dniach w podziemiach zostawaliśmy zwykle sami, co jakiś czas odwiedzani przez księdza proboszcza, który ojcowskim okiem ogarniał zarówno naszą pracę jak i jej efekty. Nie zabrakło również księdza Adama, który porzucał nóż by swoim kapłańskim błogosławieństwem dodać nam sił do pracy 🙂

Te dwa tygodnie pracy dawały nam możliwość do niemal codziennych spotkań, podczas których mogliśmy się lepiej poznać, porozmawiać, pożartować, podgadywać sobie, pośpiewać i z innych czasowników zaczynających się na „po” również porobić zdjęcia 🙂 oraz zobaczyć jak bardzo możemy na siebie liczyć. Mogliśmy przedyskutować nasze pomysły, dograć szczegóły, ale też najnormalniej w świecie ze sobą pobyć np. konsumując Madzine naleśniki przed pracą 🙂

kaplica_po_remoncie_2010

Ostatnie pociągnięcia pędzla miały miejsce 5 października, gdy kaplica była już częściowo posprzątana. 6 października ręcznie wyczyściliśmy podłogę z farby, założono żyrandole i kinkiety oraz zawieszono drewniany krzyż. Światło lśniło odbijając się od jasnej posadzki zaś łuki kierowały wzrok ku części ołtarzowej 🙂

7 października w dniu odpustu parafii Matki Bożej Różańcowej kaplica została konsekrowana przez księdza arcybiskupa Józefa Życińskiego.

12 października mogliśmy po raz pierwszy wspólnie uwielbiać Boga w naszej nowej kaplicy. Dźwięk niósł się chyba po całych podziemiach, odbijając się od ścian i zachęcając nas do głośniejszego śpiewu. Choć w kaplicy brakuje jeszcze wyposażenia dobrze się w niej czujemy i mamy nadzieję, że kiedyś tą pustą przestrzeń zapełni jeszcze więcej ludzi 🙂

AgataKa


3 komentarze

samba

26-07-2011 at 2:42 pm

Jak zaczęłam czytać to się zastanawiałam kto jest autorem notki ale jak zobaczyłam dygresje na temat motoryki małej i dużej już wiedziałam że to pisała Agatka 😉

agat

27-07-2011 at 12:14 am

Powinnaś się zorientować już na etapie „deprywacji sensorycznej” i po długości:) Miło, że ktoś to czyta, może doda mi to motywacji by w końcu opublikować tekst, który czeka już od kilku miesięcy na ostatnie poprawki:)

samba

27-07-2011 at 1:14 am

chyba przeoczyłam to pojęcie 😛 widocznie zmęczona byłam albo nie rejestruje takich trudnych pojęć 😛 . to coś ze zmysłami tylko nie pamiętam co to dokładnie znaczy chociaż znam pojęcie deprywacja 😛

Twój komentarz