Rekolekcje – Księżomierz (3-5 grudnia 2010)

Wokół roznosił się gwar rozmów, a śmiech, wraz z oparami ciepłego powietrza unosząc się w przestrzeni, kierował wzrok ku uśmiechniętym twarzom. Od czasu do czasu słychać było skrzypienie śniegu pod nogami oraz marudzenie o tym, ile to jeszcze trzeba będzie czekać na środek transportu. Oto Wspólnota Miriam, taszcząc swoją ikonę krzyża oraz bardziej konwencjonalne przedmioty, oczekiwała na przybycie wehikułu, który miał nas zabrać na rekolekcje. Ów wehikuł, zwany Mercedesem Sprinterem (skrzywienie typowe dla córki blacharza – przyp. red.), na szczęście się pojawił i mogliśmy spokojnie udać się na rekolekcje bez konieczności organizacji zimowej pielgrzymki pieszej na Górę Zjawienia:)

Po raz pierwszy od 4 lat nasze rekolekcje łączyły w sobie dwa aspekty, mając nie tylko wymiar wyjazdu adwentowego, ale stanowiły również najważniejszy punkt Seminarium Odnowy w Duchu Świętym, które prowadziliśmy w ramach spotkań wtorkowych przez kilka poprzedzających wyjazd tygodni. Wylanie darów Ducha Świętego, bo o nim mowa, miało wydarzyć się w sobotę wieczór i być poprzedzone osobistym przygotowaniem 3 osób, które miały do niego przystąpić.

Tymczasem, zanim dojdziemy do soboty, przyjrzyjmy się temu co działo się wcześniej w porządku chronologicznym:)

Po przybyciu na miejsce, rozpakowaniu się, wypróbowaniu niekonwencjonalnych sposobów suszenia odzieży oraz kolacji udaliśmy się wszyscy na adorację. Ten czas pomógł nam w zostawieniu za sobą swoich spraw oraz miał nas otwierać na to wszystko, co miało przyjść w czasie naszych rekolekcji. Później nastąpiło również otwieranie się na siebie wzajemnie podczas późnowieczornych rozmów w pokojach i łazienkach.

Kolejny dzień rozpoczęliśmy jutrznią i od razu było wiadomo kto ma problemy ze wstawaniem:) Po śniadaniu wysłuchaliśmy konferencji Piotra, który zbierał dotychczasowe nauczanie przygotowujące nas w czasie Seminarium do tych rekolekcji. Następnie, po przerwie kawowej, udaliśmy się na Namiot Spotkania rozważać Słowo Boże oraz dzielić się swoimi przemyśleniami na jego (i niekoniecznie jego) temat na Grupkach Dzielenia. Czas po tych działaniach, a przed obiadem (na którym królowała Świnka Peppa i jej młodszy brat George – przyp. red.) skłonił wielu do wyjścia na zewnątrz i korzystania z uroków późnej, a więc białej i śnieżnej, jesieni. I tak to dzieci w przedziale wiekowym od lat 2 do 30-kilku brnęły w śniegu, skakały z płotów, robiły orły w białym puchu a nawet – o zgrozo – wynosiły pasterza wspólnoty złapanego za kończyny górne i dolne w nieznanym kierunku:) Inne istoty w tym czasie w ciepełku integrowały się wzajemnie lub, skacząc niczym zające w głębokim śniegu, obfotografowywały co ciekawsze okoliczne obiekty:) Swego rodzaju precedensem były masowe migracje, jakie pojawiły się po usłyszeniu nowego, nieznanego bodźca dźwiękowego z pokoju chłopców. W ich konsekwencji pewna część wspólnoty w sposób spontaniczny przeniosła się później do jadalni, gdzie rozpoczęła swoje „słodkie pienie”. Po tym czasie przebywania wzajemnie ze sobą i z muzyką udaliśmy się na konferencję Arka. Jakiś czas później dotarł do nas ks. Daniel z Kraśnika, który odprawił nam mszę świętą, podczas której musiał wpaść w lekką konsternację po tym, w jaki sposób zareagowaliśmy na tekst Ewangelii. No, ale nie zawsze się zdarza by prawie cała sala w jednym momencie mszy zaczęła się śmiać, uśmiechać i patrzeć na siebie porozumiewawczo:) Stało się tak, ponieważ od wielu lat słowo, jakie w sposób naturalny jest czytane w okresach liturgicznych, w których jeździmy na rekolekcje lub zaczynamy jakieś ważne przedsięwzięcia, w pewien sposób koresponduje z tym, co aktualnie dzieje się we wspólnocie i bardzo pozytywnie reagujemy na ten znak Bożego zainteresowania naszym istnieniem. Kazanie, które usłyszeliśmy, w dużym stopniu mówiło również o przejawach obecności i dziania Ducha Świętego, co było dla nas bardzo istotne w obliczu nadchodzących wydarzeń wieczornych.

Po kolacji rozpoczęliśmy uwielbienie. Ten szczególny czas spotkania z Bogiem trwał dość długo i składał się z kilku elementów, takich jak wspólna modlitwa, modlitwa zespołu asystującego przy wylaniu, wylanie indywidualne trzech osób przygotowujących się wcześniej do tego wydarzenia przez Seminarium, spowiedź generalną, modlitwę o uzdrowienie wewnętrzne oraz codzienne rozważanie Słowa Bożego. Nie przestając uwielbiać Boga, obserwowaliśmy jak kolejne osoby wychodzą z kaplicy i wracają do niej już z rozeznanymi wspólnotowo darami Ducha Świętego. Gdy te modlitwy się skończyły i wszyscy znaleźli się ponownie na jednym miejscu, każda z osób, które już kilka lat temu przeżyła swoje wylanie, mogła podejść do ołtarza, gdzie grupa innych osób modliła się o odnowienie jej charyzmatów. Bóg okazał się wtedy bardzo hojny, nie tylko przypominając i wzmacniając już wcześniej rozeznane posługi, ale wskazując również na nowe dary oraz indywidualnie odnosząc się do potrzeb serc osób obmadlanych. W kaplicy doznaliśmy wielkiej radości, a nie był to jeszcze jej koniec. Po zakończeniu uwielbienia mogliśmy w końcu dowiedzieć się do jakiej służby Bóg powołuje trzy właśnie wylane osoby. I tutaj przekonaliśmy się o czymś bardzo ciekawym – żaden z rozeznanych trzem osobom charyzmatów nie powtórzył się – Bóg wzbogacił nas wszystkich jako wspólnotę o 7 lub 8 różnych darów. Późny wieczór wielu z nas spędziło na rozmowach w jadalni, ciesząc się wydarzeniami dnia oraz tym, że byliśmy tam razem.

Gdy już mniejsze i większe dzieci poszły spać, nastąpiła tzw. noc szeleszczących worków, podczas której delegowane przez pochrapującego w pokoju nr 14 Mikołaja Śnieżynki zaczęły wirować, szeleszcząc jednorazowymi woreczkami po całym piętrze domu rekolekcyjnego. Nie jestem do końca pewna, czy wywiad lapoński posiadał sprawdzone informacje na temat grzeczności poszczególnych miraimowiczów, jednak Śnieżynki zawitały i tak do wszystkich z prezentami w tychże woreczkach. Jedynie nieliczni przebudzeni tej nocy miriamowicze mogli zobaczyć, jak wirują one w delikatnym świetle sączącym się przez lekko uchylone drzwi pokojów i zachować ich widok w pamieci:)

Kolejny poranek przywitaliśmy jutrznią i zaczęliśmy celebrować Dzień Pański, ubrani bardziej niż zwykle odświętnie. Potem zasiedliśmy do specjalnie przygotowanego stołu, dywagując nad personaliami istot pojawiających się w pokojach w czasie nocy szeleszczących worków. Personalia te pozostały jednak nie ujawnione, dzięki czemu darczyńcy nie zostaną namierzeni przez inne wspólnoty w celu przejęcia potencjalnych prezentów w kolejnym roku:) Po śniadaniu udaliśmy się do pobliskiej Bazyliki Matki Bożej Ksieżomierskiej na mszę i wysłuchaliśmy listu duszpasterskiego napisanego przez naszego arcybiskupa, zaś odczytanego przez naszego diakona (uwaga – ów diakon potem przepytywał z listu towarzyszy powrotu:) Po mszy stała się rzecz niesamowita, oto do parafii przyjechał święty Mikołaj, i to nie jakiś czerwony krasnal z brodą, powtarzający do znudzenia kwestię Hoł-hoł-hoł, ale osobnik przywdziany w strój biskupi. Można by pokusić się o przypuszczenie, że ów osobnik mógł pochodzić z rodziny Piotra, ponieważ całkiem podobnie wyglądał i, nie wiedzieć czemu, nosił nawet obrączkę… ale jedno jest pewne – ze swojego zadania wywiązał się nienagannie, rozdając hojnie prezenty zarówno małym, jak i trochę wyższym niż metr osiemdziesiąt dzieciom:) Po powrocie do domu rekolekcyjnego udaliśmy się na konferencję Żanety o przyjmowaniu darów Ducha Świętego, zaś po jakimś czasie rozpoczęliśmy akcję „wesoła niedziela”. W ramach inauguracji odśpiewaliśmy „Sto lat” naszej jubilatce Natalii oraz poczęstowaliśmy się tortem z żelkami, a następnie wpadliśmy w wir zabaw integracyjnych oraz wkręcających, których tematykę tu przemilczę, by móc kiedyś wkręcać w nie przyszłe pokolenia:) Czas ten spędziliśmy wśród salw śmiechu oraz poznając siebie wzajemnie z różnych stron. Po zgubieniu tłuszczyku w wyniku skurczów mięśni brzucha, wywołanych przez chichoty, mięliśmy okazje nabrać go ponownie podczas obiadu.  Całość rekolekcji zakończyliśmy uwielbieniem, dziękując Panu za ten czas i słuchając świadectw. Następnie wyruszyliśmy w drogę powrotną do naszych domów po wspaniałym czasie rekolekcji i bycia razem.

Epilog

Łaska tego czasu rozlała się dalej – w ciągu kilku tygodni we wspólnocie, gdzie regularnie spotykała się tylko jedna, góra dwie diakonie, dokonała się rewolucja. Zreaktywowała się diakonia prorocka i wstawiennicza, po raz pierwszy od 4-5 lat pojawiła się idea wznowienia diakonii adoracyjnej, rozpoczął się nowy cykl w diakonii wprowadzającej, diakonia uwielbienia się powiększa, po spotkaniu odpowiedzialnych reaktywowała się diakonia ewangelizacyjna, mają ruszyć warsztaty diakonii nauczycielskiej oraz powstaną nowe grupki dzielenia.

No więc Chwała Panu:)

AgataKa


9 komentarzy

Tommek

14-11-2011 at 7:46 am

Służyć można również i w ten sposób ;), Nie wiem ile nad tym siedziałaś, ale wysiedziałaś świetne wspomnienia rekolekcji, dziękuję 😉 i polecam wszystkim 😉

    agat

    14-11-2011 at 10:27 pm

    Wysiedziałam te wspomnienia
    Chyba w styczniu od niechcenia.
    By pamiętać szczegółowo
    Trzeba było myśleć zdrowo:P
    Ale jak to u kobiety,
    Co wciąż robi inne bzdety,
    Zapomniałam publikować,
    Interpunkcję „cenzurować”.
    No bo lipa niesłychana
    Żeby nie wyjść na barana
    Poczekałam aż kochana
    Koleżanka MagBuj zwana
    mi sprawdziła interpunkcję
    Bo „Dysorty” taką funkcję
    Niekoniecznie posiadają
    Choć przynajmniej się starają:)

madzia ko

16-11-2011 at 1:20 am

Hehe genialne, swietny wierszyk, swietne wspomnienia i super opisane:) „…o zgrozo – wynosiły pasterza wspólnoty złapanego za kończyny górne i dolne w nieznanym kierunku:)…”

agat

16-11-2011 at 1:23 am

Pewnie na północny – zachód:P

Żania

19-11-2011 at 8:02 pm

Ale się uśmiałam 🙂
Bardzo miło było sobie przypomnieć
Agata ma talent
pewnie kiedyś napisze książkę..

justyna

20-11-2011 at 6:36 pm

Miło było powspominać, to już prawie rok….,życzę równie udanego i owocnego wyjazdu rekolekcyjnego w najbliższym czasie:-).Pozdrawiam serdecznie wszystkich miriamowiczów z dalekiego Torunia

agat

20-11-2011 at 11:24 pm

Pozdrawiamy z bliskiego waszym sercom Lublina:) Hoblerkom hej:)

    samba

    21-11-2011 at 8:57 pm

    Tak, Hoblerkom hej 😉 Pozdrowionka i mam nadzieję że wpadniecie na spotkanie w najbliższym czasie, oby was zesłało z dzieciakami szybko do Lublina 😉 Szybciej niż w Święta :*

madzia ko

01-12-2011 at 9:59 pm

Heeeej!
A Justynko Torun nie jest taki odległy:)

Twój komentarz